Categories

Payment

   
           Zalecane !

    

      Wpłata na konto
            firmowe
      (przelew zwykły)  

      
     Foreign customers
               only 

Rammstein ‎– Reise, Reise

Availability:
szt.
Net Price: €28.25 €34.75

Rammstein ‎– Reise, Reise

 

 

Label: Universal Music ‎– 2729672
Format: 2 × Vinyl, LP, Album, Reissue, Remastered, 180g heavyweight vinyl
Country: Europe
Released: 08 Dec 2017
Genre: Rock
Style: Industrial, Heavy Metal

 

Tracklist:

 

A1 Reise, Reise 4:12
A2 Mein Teil 4:33
A3 Dalai Lama 5:39
B1 Keine Lust 3:43
B2 Los 4:24
B3 Amerika 3:47
C1 Moskau 4:17
C2 Morgenstern 4:00
C3 Stein Um Stein 3:53
D1 Ohne Dich 4:32
D2 Amour 4:51

 

Barcode and Other Identifiers:

 

Barcode: 0 602527 296722
Matrix / Runout: Side A: 3988070-01 A1 60252-7-29673-9A
Matrix / Runout: Side B: 3988070-01 B1 60252-7-29673-9B
Matrix / Runout: Side C: 3988070-02 C1 60252-7-29674-6C
Matrix / Runout: Side D: 3988070-02 D1 60252-7-29674-6D
Pressing Plant ID: etched: R.T stamped: STERLING

 

Reise, Reise to czwarty album w dorobku grupy Rammstein. Fragment refrenu utworu 'Amerika' wykorzystany został jako motyw zamykający odcinki serialu "Ugly Americans".

Rammstein mocno ewoluował. Reise, Reise to jeszcze nie ich Czarny Album, ale słuchacze będą zaskoczeni. Singlowa zajawka, 'Mein Teil', wcale nie jest najlepsza w zestawie. Chodziło chyba o delikatne wprowadzenie konserwatywnych fanów. No i nośną, podgrzewaną w prasie tematykę. Kolejny utwór promocyjny, 'Amerika', także niespecjalnie różni się od dawnego oblicza muzyki. Za to poważne zmiany w tekście. Angielski! Co prawda tylko refren, ale pięknie wyszedł z twardym akcentem i zaraźliwą melodią. Jeżeli nie jest to najlepszy numer w ich twórczości, z pewnością jest najbardziej przebojowy. To jednak dopiero początek. Till Lindemann próbuje swych sił we francuskim ('Amour') i brzmi co najmniej jak Charles Aznavour. Pod wpływem. A szczytem wycieczek lingwistycznych jest kawałek 'Moskau'. Z tym, że w rosyjskim wyręczyła wokalistę jakaś pani. Pani dysponuje głosem ewidentnie dyskotekowym, co w połączeniu z szybkim rytmem daje piorunującą, kiczmetalową mieszankę.

Wracając do nowości w podkładach... Poza dwoma singlami i utworem tytułowym nie ma tu tradycyjnego Rammsteina. Powiedzmy takiego przypominającego metalowy Kraftwerk. Zamiast miażdżących riffów pojawiają się zagrywki urywane, jak u Pantery ('Dalai Lama'). Mniej „kwadratowy” jest rytm perkusji – 'Morgenstern' to niemal funky! Poważnie złagodzili też brzmienie. Nie chodzi już tylko o częstą rezygnację z przesterów na rzecz dźwięków czystych. Gdzieniegdzie bywa tak miękko, że słowa „ballada” można użyć śmielej, niż przedtem. 'Stein um Stein' na przykład, choć słychać tu jeszcze normalny, groźny głos. A szczytem jest 'Ohne dich', gdzie na tle spokojnych gitar Lindemann zaczyna śpiewać. Słodko. Tak, słodko. Efekt? Wstrząsająco kuriozalny. Podobnie jak cała płyta. To co robili, robili świetnie. I mogliby robić to dalej. Po liftingu wypadają jednak równie seksownie.