Kategorie

Płatności

   
           Zalecane !

    

      Wpłata na konto
            firmowe
      (przelew zwykły)  

      
     Tylko dla klientów
          z zagranicy

Miles Davis ‎– Tutu

Dostępność:
Jest Jest
szt.
Cena netto: 44,72 zł 55,00 zł

Miles Davis ‎– Tutu

 

 

Label: Polskie Nagrania Muza ‎– SX 2687
Format: Vinyl, LP, Album
Country: Poland
Released: 1988
Genre: Electronic, Jazz
Style: Fusion, Future Jazz

 

Tracklist:

 

A1 Tutu 5:15
A2 Tomaas 5:32
A3 Portia 6:18
A4 Splatch 4:45
B1 Backyard Ritual 4:49
B2 Perfect Way 4:32
B3 Don't Loose Your Mind 5:49
B4 Full Nelson 5:05

 

Płyta: NM-
Okładka: VG+

 

Tutu była przygotowywana jako sesja wspólna z Prince'em. Jak pamiętamy, nie udało się tego przedsięwzięcia wprowadzić w życie. Ale udało się sprawić, że kluczową rolę w jej powstaniu przejął Marcus Miller, komponując znakomitą większość utworów, aranżując wszystkie i nadając całości nowej brzmieniowej twarzy. Miles akustyczny, Miles elektryczny, na takie okresy fani dzielili twórczość swojego idola. Teraz trzeba było wprowadzić nowo kategorię Miles popowy.

Wiele razy w historii płyty Davisa dzieliły jazzfanów na bardzo zantagonizowane frakcje. Legendarne, nagrane ponad ćwierć wieku temu Tutu wpisuje się w ten mechanizm doskonale. Dużo elektroniki, wielośladowe rejestracje, krótkie, bardzo zwarte utwory napisane i zaaranżowane niemal jak piosenki popowe i lapidarne krótkie sola zarówno Davisa, jak i reszty. Dla wielu to było już trochę ponad mirę wyzwanie. Wielu chciało z powrotem Milesa z dawnych czasów, jeśli już nie z okresu drugiego wielkiego kwintetu, to chociaż z „narkotycznych” czasów Bitches Brew. Davis wszakże nie lubił oglądać się za siebie. „Muzyka musi być aktualna, musi żyć” – mawiał. I biorąc pod uwagę co działo się w na muzycznym rynku w połowie lat 80., Tutu było i tej atmosfery, i poglądów samego Davisa doskonałą ilustracją.

Płyta zadedykowana został pierwszemu czarnoskóremu arcybiskupowi Cape Town Desmondowi Tutu, a utwór 'Full Nelson' a jakże - Nelsonowi Mandeli. Ale muzycznych dedykacji nie było. Miles, jak kameleon zmienił się po raz nie wiem już który i nie chciał zważać na tych, którym jego poczynania były nie w smak. No i oczywiście ten polski akcent! Jakby mniej ważny z perspektywy całej muzyki, ale dla nas tropicieli poloniców i wpływów, jakie polscy jazzmani mieli na jazz światowy, sprawa nieomal fundamentalna. Michał Urbaniak w składzie grupy nagrywającej z legendarnym trębaczem. To było coś! Nie zagrał zbyt wiele, ale jednak. A granie u Davisa to jak ostateczne namaszczenie!